Izabella Adamczewska
Łódzka straż miejska za swój sukces w walce ze staczami uważa projekt ustawy, którą przygotowała Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent stolicy. W Warszawie pudełkowy problem pojawił się po zamknięciu Stadionu Dziesięciolecia. I władze zareagowały natychmiast
Wczoraj w Urzędzie Miasta zebrała się komisja do spraw nielegalnego handlu. Na rozmowę o pladze staczy pudełkowych strażnicy miejscy zaprosili przedstawicieli policji, delegatur, Izby Skarbowej i Sanepidu. Przyszli też kupcy.
Jak wyglądała tegoroczna walka ze staczami w Łodzi?
* Strażnicy miejscy interweniowali już ponad tysiąc razy. Sporządzili 219 notatek służbowych, ukarali staczy 5719 grzywnami i wydali 476 pouczeń.
* Kupcy 1227 razy dzwonili do straży miejskiej w sprawie nielegalnego handlu.
* Przedstawiciele delegatur miejskich brali udział w 158 kontrolach straży miejskiej. Kontrole przeprowadzane były również z urzędem skarbowym, powiatowym lekarzem weterynarii i z policją.
* Policja interweniowała 633 razy. Wzięła udział w 139 patrolach z urzędem kontroli skarbowej, strażą miejską i innymi służbami. Ukarano 674 osoby. - To o wiele więcej, niż w połowie ubiegłego roku. Wtedy ukaranych było jedynie 70! - chwalił się Piotr Stelmach, zastępca komendanta łódzkiej policji.
Co się zmieniło?
Jak zawsze nic. Komendant Straży Miejskiej trzyma w biurku listę recydywistów - staczy, którzy mają największą ilość mandatów na koncie. Lipski: - Przodowniczka ma 88 mandatów na sumę prawie 25 tysięcy. Nie zapłaci. U większości ulicznych sprzedawców komornik zastaje gołe ściany.
Strażnicy wiedzą, że niewiele mogą. - Nazywamy ich "mafią pudlarzy". To zorganizowana grupa, świadoma swojej bezkarności. Ale powodem dzikiego handlu nie jest nieudolność władz, tylko kiepskie przepisy, które nie precyzują, co wolno, a czego nie. Razem z Sanepidem, strażą graniczną, policją i skarbówką leczymy objawy, a nie przyczyny - mówi Paweł Lipski, komendant straży miejskiej w Łodzi.
Wszystko ma się zmienić, jeśli wejdzie w życie projekt ustawy przygotowany przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. Prezydent stolicy chce wprowadzić do Kodeksu Wykroczeń zmianę: w przypadku wykroczenia będzie można orzec przepadek towaru, nawet jeśli nie stanowi on własności sprawcy.
Dlaczego projekt ustawy nie powstał w Łodzi? - To my go zainspirowaliśmy. Należymy do komisji bezpieczeństwa Unii Metropolii Polskich, dwa razy w roku jeździmy na spotkania. I rozmawiamy właśnie o handlu z pudeł - mówi Lipski. Projekt zmiany ustawy trafił do Grzegorza Schetyny, ministra spraw wewnętrznych i administracji.
A w Łodzi walka ze staczami nadal obfituje w absurdy. Kiedy Teresa Stobińska, przedstawicielka kupców, zapytała, czy powiatowy urząd pracy kontroluje staczy i odbiera im prawo do zasiłku, usłyszała w odpowiedzi: - Tak, wyrejestrowujemy ich natychmiast. Ale co z tego, skoro następnego dnia przychodzą i rejestrują się znowu?
Okazało się też, że Inspekcja Handlowa nie może kontrolować staczy, bo... nie mają wpisu do ewidencji gospodarczej. - No to my też musimy się wyrejestrować! - rozzłościli się przedsiębiorcy, którzy przyszli na komisję bezpieczeństwa.
Dobry pomysł mieli tylko kupcy ze stowarzyszenia handlowców
Bałucki Rynek. Irytowali ich stacze sprzedający chińskie majtki u zbiegu ul. Zgierskiej i Zawiszy Czarnego, więc wystąpili do miasta o przyznanie im tego terenu. I pudła znikną.