środa, 20 sierpnia 2008

Dzień 38


Skrzyżowanie Kościuszki i Zamenhofa

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

czwartek, 7 sierpnia 2008

Problem ze staczami

Izabella Adamczewska

Łódzka straż miejska za swój sukces w walce ze staczami uważa projekt ustawy, którą przygotowała Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent stolicy. W Warszawie pudełkowy problem pojawił się po zamknięciu Stadionu Dziesięciolecia. I władze zareagowały natychmiast

Wczoraj w Urzędzie Miasta zebrała się komisja do spraw nielegalnego handlu. Na rozmowę o pladze staczy pudełkowych strażnicy miejscy zaprosili przedstawicieli policji, delegatur, Izby Skarbowej i Sanepidu. Przyszli też kupcy.

Jak wyglądała tegoroczna walka ze staczami w Łodzi?

* Strażnicy miejscy interweniowali już ponad tysiąc razy. Sporządzili 219 notatek służbowych, ukarali staczy 5719 grzywnami i wydali 476 pouczeń.

* Kupcy 1227 razy dzwonili do straży miejskiej w sprawie nielegalnego handlu.

* Przedstawiciele delegatur miejskich brali udział w 158 kontrolach straży miejskiej. Kontrole przeprowadzane były również z urzędem skarbowym, powiatowym lekarzem weterynarii i z policją.

* Policja interweniowała 633 razy. Wzięła udział w 139 patrolach z urzędem kontroli skarbowej, strażą miejską i innymi służbami. Ukarano 674 osoby. - To o wiele więcej, niż w połowie ubiegłego roku. Wtedy ukaranych było jedynie 70! - chwalił się Piotr Stelmach, zastępca komendanta łódzkiej policji.

Co się zmieniło?

Jak zawsze nic. Komendant Straży Miejskiej trzyma w biurku listę recydywistów - staczy, którzy mają największą ilość mandatów na koncie. Lipski: - Przodowniczka ma 88 mandatów na sumę prawie 25 tysięcy. Nie zapłaci. U większości ulicznych sprzedawców komornik zastaje gołe ściany.

Strażnicy wiedzą, że niewiele mogą. - Nazywamy ich "mafią pudlarzy". To zorganizowana grupa, świadoma swojej bezkarności. Ale powodem dzikiego handlu nie jest nieudolność władz, tylko kiepskie przepisy, które nie precyzują, co wolno, a czego nie. Razem z Sanepidem, strażą graniczną, policją i skarbówką leczymy objawy, a nie przyczyny - mówi Paweł Lipski, komendant straży miejskiej w Łodzi.

Wszystko ma się zmienić, jeśli wejdzie w życie projekt ustawy przygotowany przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. Prezydent stolicy chce wprowadzić do Kodeksu Wykroczeń zmianę: w przypadku wykroczenia będzie można orzec przepadek towaru, nawet jeśli nie stanowi on własności sprawcy.

Dlaczego projekt ustawy nie powstał w Łodzi? - To my go zainspirowaliśmy. Należymy do komisji bezpieczeństwa Unii Metropolii Polskich, dwa razy w roku jeździmy na spotkania. I rozmawiamy właśnie o handlu z pudeł - mówi Lipski. Projekt zmiany ustawy trafił do Grzegorza Schetyny, ministra spraw wewnętrznych i administracji.

A w Łodzi walka ze staczami nadal obfituje w absurdy. Kiedy Teresa Stobińska, przedstawicielka kupców, zapytała, czy powiatowy urząd pracy kontroluje staczy i odbiera im prawo do zasiłku, usłyszała w odpowiedzi: - Tak, wyrejestrowujemy ich natychmiast. Ale co z tego, skoro następnego dnia przychodzą i rejestrują się znowu?

Okazało się też, że Inspekcja Handlowa nie może kontrolować staczy, bo... nie mają wpisu do ewidencji gospodarczej. - No to my też musimy się wyrejestrować! - rozzłościli się przedsiębiorcy, którzy przyszli na komisję bezpieczeństwa.

Dobry pomysł mieli tylko kupcy ze stowarzyszenia handlowców Bałucki Rynek. Irytowali ich stacze sprzedający chińskie majtki u zbiegu ul. Zgierskiej i Zawiszy Czarnego, więc wystąpili do miasta o przyznanie im tego terenu. I pudła znikną.

środa, 6 sierpnia 2008

Dzień 24

Retkinia - ul. Armii Krajowej 32

niedziela, 3 sierpnia 2008

Kwadratura pudełka, czyli jak zlikwidować nielegalny handel uliczny

Nielegalni handlarze zwykle nie płacą mandatów, a kiedy trafiają w końcu do sądu grodzkiego, dostają grzywnę w wysokości 50 złotych. Z litości, bo nie mają przecież żadnego majątku, a na utrzymaniu są dzieci...



(...)

Okazuje się, że nawet przy obecnie obowiązujących przepisach można nielegalnych handlarzy nękać dotkliwiej. Wystarczy, by patrolom straży miejskiej towarzyszył pracownik referatu handlu z delegatury dzielnicowej. W jego obecności można zażądać zaświadczenia o prowadzeniu działalności gospodarczej oraz dokumentów potwierdzających pochodzenie towaru. Ich brak jest podstawą nie tylko do wystawienia mandatu, ale też zarekwirowania towaru. Dlaczego łódzcy urzędnicy nie korzystają z tego prawa? Bo brakuje ludzi. Przyznaje to Jarosław Tumiłowicz, p.o. kierownik referatu handlu w delegaturze Górna.

- Tak naprawdę potrzebnych byłoby dwóch, trzech pracowników, którzy zajmowaliby się tylko takimi kontrolami - mówi Tumiłowicz. - W obecnej sytuacji kadrowej to jest po prostu niewykonalne.

Bartosz Domaszewicz, radny PO, który włączył się w walkę z nielegalnym handlem, zobowiązał się do końca sierpnia skontrolować delegatury.

- Chcę uzyskać z każdej delegatury raporty dotyczące możliwości zorganizowania takich wspólnych patroli - zapowiada Domaszewicz. - Po wakacjach napiszę interpelację do prezydenta albo apel, aby zatrudnił dodatkowych ludzi. Na to muszą się znaleźć w budżecie pieniądze. Inaczej nie zlikwidujemy nielegalnego handlu.

Pudełkowy handel jest na razie dowodem bezradności łódzkich urzędników. Legalnie handlujący mają prawo się niecierpliwić i żądać pomocy. Prawo jest po ich stronie i czas najwyższy, by władze miasta wykorzystały istniejące możliwości i egzekwowały jego przestrzeganie.
Monika Pawlak - POLSKA Dziennik Łódzki